Z dedykacją dla tych wszystkich, którzy czekali. Wiem, że minęło sporo czasu odkąd była ostatnia notka, ale nic na to nie poradzę.
Dziękuję tym, którzy czekali mimo wszystko.
Ranek nie należał do przyjemnych. Wydawało mu się, że boli go wszystko; nawet cebulki włosów, chociaż byłoby to absurdalne. Co lali do tych drinków? Czysty etyl?! W głowie łupało coś niemiłosiernie, jakby jakiś mały skrzat siedział w środku i stukał we wszystko młotkiem. Żołądek był jedną wielką masą tkanek, które ciągle się skurczały i rozkurczały. Przełyku w ogóle nie czuł, a posmak w ustach…
Musi się napić! Wzrok spoczął na litrowej butelce wody mineralnej.
Godzinę później, już wykąpany i ubrany, postanowił zejść na dół. W duchu modlił się, żeby nie zastać w kuchni Dorcas. Targały nim mieszane uczucia, bo przecież jak tu się zachować? Nie ufał i nie wierzył jej, odnosił się do niej z wyższością i ogólnie starał się mieć z nią jak najmniej do czynienia.
A ona mu pomogła.
To najbardziej bolało. Urażona duma. Nic nie dało wmawianie sobie, że przecież mógł sam sobie poradzić. Doskonale wiedział, że tak nie było. Żołądek i głowa nadal bolały go niemiłosiernie, gdy schodził w dół. Ku swemu nieszczęściu zastał Dorcas w kuchni, warzącą coś w kociołku. Była blada, zdenerwowana i zmęczona. Przelotnie spojrzała na Syriusza, mruknęła krótkie cześć i zajęła się swoimi sprawami. Black nalał sobie kawy i usiadł przy stole.
- Słuchaj… - zaczął.
- Tak?
Dorcas nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem. Mieszając nadal w kotle zastanawiała się gorączkowo, gdzie jest Regulus.
- Chciałem ci podziękować…
- Nie, wcale nie chciałeś – ucięła, odwracając się nagle.
Mogła się tego spodziewać. Oczywiście Blackiem będą teraz targać wyrzuty sumienia. Zakichany arystokrata od siedmiu boleści!
- Dorcas… - mruknął trochę zbity z topu Syriusz – Ja…
- To teraz jestem Dorcas, a już nie Meadowes? – przerwała mu – Zapamiętałeś wreszcie?
- O co ci chodzi? – zapytał już zirytowany Black, odstawiając z rozmachem kubek z kawą – Chciałem ci tylko podziękować.
- Nie chciałeś mi podziękować – powiedziała dobitnie i obeszła stół, stając naprzeciw niego – Coś ci tylko w tej pustej łepetynie mówi, że powinieneś mi podziękować. A to dwie różne rzeczy.
Syriusz przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Wpatrywał się zdumiony w dziewczynę i zastanawiał się nad jakąś ciętą ripostą.
- A ty mnie przecież tak dobrze znasz – powiedział wreszcie, odzyskując nieco pewność siebie.
- Żebyś się nie zdziwił – odpowiedziała, na co Syriusz prychnął i wstał; był dobrą głowę wyższy do Dorcas – Przynajmniej nie bądź hipokrytą. Kto, jak kto, ale ja mogę powiedzieć, że cię znam.
- Niby, na jakiej podstawie tak twierdzisz? – zapytał za szybko i za głośno Black. Zaraz tego pożałował.
- Mam ci wymienić te wszystkie noce spędzone w Wrzeszczącej Chacie!? – krzyknęła Meadowes wyprowadzona już z równowagi, zadzierając do góry głowę i palcem wskazującym dźgając go w pierś - Te butelki Ognistej, które razem wypiliśmy!? Szlabany, które dostawaliśmy! Kawały, które razem robiliśmy!? Zaklęcie, które wymyśliliśmy!?
Stała przed nim i krzyczała. Blondwłosa, o głowę niższa, wściekła i z różdżką w ręce tak bardzo przypominała mu tą Dorcas z Hogwartu. Stłumił nagły odruch odpyskowania jej i bez słowa wyszedł z kuchni do ogrodu.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam! – krzyknęła i ruszyła za nim.
Jednak Syriusza mało to obchodziło. Trzasnął drzwiami.
I nagle stanął.
Dorcas z rozmachu weszła w niego i nieświadoma zaskoczenia mężczyzny, zaczęła na niego krzyczeć. Black natomiast wpatrywał się w szczupłą postać siedzącą na ławce przed nim i czytającą książkę. Na dźwięk głosu Dorcas, Regulus podniósł głowę i zaczął z zainteresowaniem wpatrywać się w oniemiałego brata. Meadowes natomiast znieruchomiała kompletnie. W nocy ułożyła już sobie całą scenę powiadomienia Syriusza o obecności Regulusa w domu. I nagle miała wrażenie, że w głowie pozostała jej tylko jedna myśl: Oni się pozabijają.
- Wspaniale ci poszło. Tylko pozazdrościć – usłyszała nagle – Lepiej nie pokazuj mu się na oczy. Będzie w parszywym humorze. Znam go lepiej od ciebie. - ironizował Regulus, wstając i oparł się o pień najbliższego drzewa – Brawo – dodał jeszcze i klasnął teatralnie kilka razy.
Nic innego nie zdążył zrobić, ponieważ został brutalnie uciszony prawym sierpowym Syriusza. Zachwiał się lekko, zrobił kilka kroków w tył i dotknął nagle krwawiącej wargi. Zdziwiony spojrzał najpierw na swoją rękę, później na brata i w końcu na Dorcas.
- Nie tego się spodziewałem – wymamrotał i uskoczył w bok, uciekając przed kolejnym ciosem Syriusza.
Za czwartym razem oberwał. Black trawił go w skroń i zaczął okładać jak popadło, nie zwracając uwagi na jęki brata.
- Przestań! – krzyknęła Dorcas, chwilę wcześniej obiecując sobie, że nie będzie się wtrącać – Zabijesz go!
- Przynajmniej zrobię to lepiej od ciebie! – warknął Black przymierzając się do kolejnego ciosu – Zresztą teoretycznie on jest i tak martwy!
Nagła siła odrzuciła go na plecy. Głową uderzył ciężko o ziemię, aż pociemniało mu przed oczami. Gdy się wreszcie otrząsnął, zobaczył Dorcas mierzącą w niego różdżką. Regulus nadal leżał na ziemi i jęcząc, trzymał się za twarz.
- Nawet się nie waż – powiedziała dziewczyna ze złością.
Szybkim ruchem rozbroiła go i w locie złapała jego różdżkę. Szarpnęła Regulusa za koszulę do pozycji pionowej i popchnęła go w stronę domu. Oglądając się nerwowo na Syriusza, zniknął w drzwiach.
- Już? Przeszło ci?
Z odrętwienie wyrwał go ostry głos Dorcas. Pociągnęła go w górę i w stronę ławki obrośniętej malowniczo bluszczem. Milczeli.
- To jakaś pieprzona fatamorgana albo omamy po alkoholu – powiedział wreszcie Syriusz po dość długiej chwili; wyglądał na człowieka zrezygnowanego – Zaraz wyjdzie z domu Remus i powie mi, że wcale nie jest wilkołakiem, a McGonagall ma romans z Flitwickiem, prawda? Przecież, do cholery, on nie może żyć! – krzyknął w końcu Black, zrywając się z ławki.
Ukrył na chwilę twarz w dłoniach, zmierzwił włosy i spojrzał na Dorcas.
- Wyjaśnisz mi to? – i nie czekając na odpowiedź, zwalił się ciężko z powrotem obok niej na ławkę – Przecież… ja pierdole… on… Jak…? – niedokończone pytanie skierował do blondwłosej dziewczyny obok.
Meadowes milczała. Coś w jej wnętrzu zaczęło mocniej ściskać żołądek. Czuła, gdzieś w głębi siebie gorycz, powoli pełznącą w górę. Syriusz miał już powtórzyć pytanie, gdy odezwała się cichym, pełnym żalu i złości głosem.
- Nie ufasz mi. Nie wierzysz. Nie potrafisz spojrzeć na coś z perspektywy kogoś innego. Zbyt wiele rzeczy uważasz za niemożliwe. Jak więc, mam ci cokolwiek wyjaśniać, kiedy ty nawet nie jesteś w stanie słuchać i zaraz wszystkiemu przeczysz? Od samego początku całej tej farsy, traktujesz mnie jakbym była brudem kalającym swoją obecnością wszystko, czego dotknę! Nie robisz nikomu łaski! Nie jesteś tu niezbędny! Już niczego nie zmienisz! Już nigdy niczego nie zmienisz! – krzyknęła na koniec.
Sama nie wiedziała, kiedy wstała i zaczęła się po prostu wydzierać. Ta niespodziewana wściekłość owładnęła nią całkowicie. Nie panowała już nad sobą. Cała się trzęsła, do oczu napływały łzy, głos ugrzązł gdzieś w połowie drogi. Była w stanie tylko oddychać. Syriusz siedział jednak oniemiały, zamiast w jakiś sposób zareagować. Wewnętrzny sukinsyn w jej głowie bił brawo na stojąco.
- Dor… ja nie…
- Nie wiedziałeś?! To wyobraź sobie, że nie jesteś pępkiem świata i nie wszystko musi się wokół ciebie kręcić! – wrzasnął sukinsyn zamiast niej.
Black zerwał się na równe nogi. Fala runęła.
- Nie o to chodzi! Na Merlina! Wiesz, co ja czułem, jak się dowiedziałem, że jesteś jedną z nich? – krzyknął Syriusz machając ręką w stronę domu – Wiesz, co ja przeżywałem?!
- A ja to, kurwa, myślisz, że co robiłam?! Cieszyłam się jak cholera, bo zostałam przyjaciółką Voldemorta?! – odkrzyknęła Dorcas, tracąc resztki samokontroli – Musiałam was wszystkich zostawić! Nikomu nie mogłam nic powiedzieć! Musiałam kłamać, oszukiwać, zdradzać i zabijać żebyście WY – tu dźgnęła mocno Syriusza palcem w klatkę piersiową - mogli przeżyć ten cały cyrk! I ty nadal uważasz, że zrobiłam źle?! – nie widząc żadnej reakcji, ciągnęła dalej już spokojniej – Zrobiłbyś dokładnie to samo. I potem ja miałabym się czuć urażona, bo nikt mi, łaskawie, nic nie powiedział?
Syriusz prychnął.
- To nie takie proste.
- Nie, to właśnie jest zadziwiająco proste. Mogłeś to wszystko olać, nie odzywać się, nie pokazywać się na oczy. Nie zgodzić się na prośbę Dumbledore’a i po prostu mnie zostawić na pastwę losu. Ale z jakiegoś nieznanego mi powodu, wróciłeś, jesteś i odstawiasz pokrzywdzonego przez los! To zakrawa na masochizm! Samoudręczenie! Mam być twoją gehenną?!*
- Przestań! – wrzasnął wściekle, wyprowadzony z równowagi Black i chwycił Dorcas za ramiona – Czy ty nie rozumiesz, że ja cię kochałem?!
I wtedy do ogrodu wszedł Severus Snape.
Sukinsyn wewnątrz zatańczył flamenco.
Regulus zaszył się na górze, zanim ktokolwiek mógł go zobaczyć. Dorcas zajrzała do niego, zostawiając Syriusza i Severus przy stole w kuchni. Sam na sam.
Gdy zeszła na dół, Black dopijał resztki kawy w samotności przed pustym kominkiem. Snape siedział sztywno przy kuchennym stole. Na podłodze leżała jakaś paczka, a na blacie przed nim kilka kartek papieru.
- Jak stare, dobre małżeństwo – powiedział uśmiechając się złośliwie, gdy weszła do kuchni.
- Nie twój interes – warknęła Dorcas, siadając naprzeciw – Co się stało, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością, Snape?
Spojrzał na nią z rozbawieniem i sięgnął po paczkę u swoich stóp.
- Myślosiewnia i oferty pracy – powiedział krótko, przesuwając kartki po blacie – Te osoby, wiedzą kim jesteś i co robiłaś. Są gotowe cię przyjąć – dodał jeszcze i wstał.
- Ile za to chcesz?
Spojrzał na nią ostro i nagle uśmiechnął się złośliwie.
- Nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy. Nie jesteś mi nic winna. Uznaj to za akt dobrej woli.
Bez pożegnania ruszył do wyjścia.
- Snape? – zawołała za nim jeszcze dziewczyna; odwrócił się powoli w otwartych już drzwiach – Od dłuższego czasu zastanawiam się, co mam powiedzieć Lily.
Ironiczny uśmiech nagle zniknął, twarz zbladła.
- To znaczy? – prawie szepnął.
- Nie wiem – powiedziała Meadowes wzruszając ramionami – Ale wiem, że będzie o ciebie pytać – powoli podeszła do niego – Przecież ona o niczym nie ma pojęcia. Jesteś jej winien wyjaśnienie.
Snape spojrzał na nią ostro.
- Nic nie jestem jej winien – powiedział ze złością i wyszedł.
Dorcas spoglądała za nim, aż zniknął za zakrętem, powiewając swoją długą szatą.
- Co Snape ma do Lily?
Syriusz stanął za nią z rękami w kieszeniach i nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nie mogę ci tego powiedzieć – powiedziała powoli, zamykając drzwi.
- A to z jakiegoś szlachetnego i wzniosłego powodu? – zapytał z ironią.
Dorcas westchnęła. Mogła się tego spodziewać, bo przecież Black inaczej nie mógł zareagować. Złośliwością i ironią próbował zamaskować zdenerwowanie.
- Złożyliśmy Wieczystą Przysięgę – powiedziała w końcu, opierając się plecami o zimną ścianę – Że nigdy nie będziemy z nikim, oprócz ze sobą, rozmawiać o tym, co robiliśmy przez ostatnie trzy lata.
Zauważyła zdumienie, jak nie szok, na twarzy Blacka.
- Ale przecież Dumbledore…
- Dumbledore wiedział o sprawie od początku. W końcu na jego polecenie to zrobiliśmy – wyjaśniła – Jednak nawet on nie wie wszystkiego. Z resztą nie o to chodzi – pokręciła ze smutkiem głową i zapatrzyła się na przeciwległą ścianę.
- A o co?
- O to, co my robiliśmy. Sami. Co widzieliśmy. Co poświęciliśmy. Jak nisko upadliśmy.
Westchnęła. Wyminęła go i usiadła przy stole w kuchni. Od ręki zapaliła papierosa z leżącej przed nią paczki i nalała sobie kawy. Black usiadł naprzeciw, też nalał sobie kawy i zapalił. Złość gdzieś odpłynęła pozostawiając w gardle gorzki posmak, jak papierosy. Została chłodna kalkulacja faktów i dziwna niepewność, wręcz strach, co powie ta druga strona. Dorcas jednak nie poczuła się przez to lepiej. Jeśli Syriusz nadal… ale o tym wolała na razie nie myśleć. W głębi ducha zazdrościła Snape’owie, że potrafił się wyzbyć wszelkich ludzkich odruchów. Taki bezwzględny, zimny drań. Dokładnie to pozostało z Severusa.
- Dorcas…
- Później – powiedziała skupiając wzrok na kubku kawy, bo wiedziała co Syriusz chce powiedzieć – Później – zaciągnęła się mocno – Jakbyś nie zauważył, mamy bardziej naglące sprawy.
Twarz Syriusza stężała. Wolna od papierosa dłoń zacisnęła się w pięść.
- Oddaj mi moją różdżkę – powiedział nagle.
- Nie mam najmniejszego zamiaru – prychnęła Dorcas – Póki masz mordercze zapędy, nie oddam ci jej.
- A to niby, jakim prawem?! – zdenerwował się Black.
- Bo mam taki kaprys – mruknęła przez papierosa w ustach; ujęła go szybko w dwa palce i dmuchnęła kłębami szaroniebieskiego dymu – A z resztą, co mi tam? – powiedziała w końcu – W dupie mam czy się pozabijacie - sięgnęła do tylniej kieszeni i przesunęła po blacie różdżkę - W końcu ja wiem, dlaczego on to wszystko zrobił.
Syriusz prychnął z rozdrażnieniem, zaciągnął się mocno dymem aż do samego filtru i zdusił peta w popielniczce. Nagle w otwartym oknie wylądowała sowa. Dorcas bez słowa wstała, odwiązała list i usiadła z powrotem na swoje miejsce.
- Lupin z McKinnon będą tu wieczorem – mruknęła, przeczytawszy szybko kartkę i wrzucając papierosa do popielniczki – Musimy iść do Dumbledore’a – dodała.
- Na pewno się ucieszy – mruknął Syriusz z ironią – Klaśnie w dłonie, poczęstuje dropsem i powie, że mamy żyć wszyscy jak wielka szczęśliwa rodzina.
- A czego innego się spodziewasz? – odpowiedziała Dorcas, pisząc odpowiedź na odwrocie kartki – Idę po twojego brata – powiedziała, gdy przywiązała już list do sowy – Postaraj się go na razie nie zabić, ok? Będę wdzięczna.
W odpowiedzi usłyszała cichy pomruk niezadowolenia.
Dumbledore faktycznie klasnął w dłonie, ucieszył się na ich widok i zaproponował dropsy.
Sukinsyn wewnątrz Dorcas aż kwiczał ze śmiechu.
Bardziej rozsądna część jej świadomości załamywała ręce nad tą całą szopką, jaką musieli odstawić. Regulus tłumaczył i wyjaśniał po raz kolei całą sytuację. Syriusz zaszył się w rogu gabinetu, prychał co chwilę i nerwowo zaciskał pięści. Dorcas obserwowała młodszego Blacka i starała się panować nad swoją twarzą. Gówniarz kłamał jak z nut.
Wewnętrzny sukinsyn już czekał na okazję, żeby się wtrącić i wszystko zepsuć.
- Co planujecie? – zapytał nagle dyrektor.
Syriusz wzruszył ramionami, a Reggi wpatrywał się wyczekująco w nią. Rozłożyła bezradnie ręce.
- Co tak na mnie patrzysz? – zapytała młodszego Blacka – Liczysz na to, że przyjmę cię z otwartymi ramionami po tym wszystkim? – Regulus spuścił głowę zakłopotany – Na niego nie masz co liczyć – wskazała podbródkiem Syriusza – Na mnie z resztą też nie.
I nagle Regulus zrobił coś zdumiewającego.
Spojrzał na nią z miną zbitego spaniela.
Sukinsyn wewnątrz aż sapnął z oburzenia. Syriusz sapnął na głos. Młody uśmiechnął się przepraszająco, jakby to, co przed chwilą zrobił, było przypadkiem. Ale Dorcas za dobrze go znała. Wszystko to było pozą. Musiała pamiętać, że pod tą rozczochraną czupryną siedzi mały diabeł – tak niewinny, że nikt nie mógłby go o nic podejrzewać, a jednak na tyle sprytny, by wykiwać wszystkich.
- Przez jakiś czas musi z wami zostać – powiedział nagle Dumbledore – Dla własnego dobra.
Syriusz milczał jak zaklęty i pstrykał nerwowo palcami. Myśli Dorcas próbowały biec na skróty.
- Dobrze, zostaniesz – powiedziała w końcu – Ale wynosisz się jak tylko znajdziesz jakieś mieszkanie - dodała zaraz, widząc jego szczęśliwą minę.
Wszystko to poza.
Regulus miał w sobie pewien urok, nie mogła temu zaprzeczyć. Jednak w porównaniu do Syriusza… Nie, nie miało sensu ich ze sobą porównywać. Rozmyślenia na temat braci zepchnęła na plan dalszy. To ich problem. Sukinsyn wewnątrz okładał się po bokach z uciechy na myśl o nadchodzącej katastrofie.
Wieczorem przyszedł Remus.
Z Marleną.
Ku rozpaczy Dorcas.
* Czytałam ostatnio "Rozmowy barowe". Przepraszam.
Dila
Nastrój:
tagi:
. Tym wszystkim, co przedstawia tą
stroną. Jest ucieleśnieniem magii. Jej
...